piątek, 4 listopada 2016

Ta chwila - Douglas Kennedy


"Ta chwila" zdecydowanie jest książką, która zasługuje na to, żeby o niej napisać.
Zwłaszcza, że dopóki jej nie skończyłam, nie zdawałam sobie sprawy jakie wrażenie na mnie wywarła. Dowodem jest to, że do tej pory mam kaca książkowego (a dawno nie miałam) co objawia się tym, że ciągle o niej myślę i każda kolejna książka wydaje się być nijaka. Nie mogę znaleźć takiej, która odpowiadałaby mojemu nastrojowi, zmuszam się do czytania żeby to uczucie przezwyciężyć.

"Ta chwila" czekała na mnie na półce w bibliotece. Okładka, opis, wszystko mi się w niej spodobało i bez zastanowienia zabrałam ze sobą do domu. Bohatera polubiłam od razu. Inteligentny, skryty, o duszy romantyka. Jego życie mnie zafascynowało, wciągała mnie opowieść którą snuł z niesamowitym zaangażowaniem. Jego barwne życie pełne ciekawych ludzi, miejsc i przeżyć pochłaniało mnie bez reszty. Bardzo podobał mi się jego zwyczaj zatracania się w notatkach, spisywania na bierząco tego co mu się przytrafia (aż sama zapragnęłam tak robić i kto wie, może wreszcie zacznę;)) 

Nie czytałam jeszcze nigdy wcześniej książki której jednym z głównych wątków, a raczej niemym uczestnikiem byłby mur berliński. Mroczna atmosfera podzielonego Berlina otuliła mnie niczym londyńska mgła która w ostatnich dniach zaczęła pojawiać się o poranku. 

To moja pierwsza książka tego autora i z pewnością sięgnę po pozostałe jego dzieła. Już teraz poluję na "Kobietę z piątej dzielnicy" i jak tylko będę w poniedziałek w bibliotece to o nią zapytam. Na samą myśl mam dreszcze.

Zdecydowanie polecam.

środa, 26 października 2016

Sweetland - Michael Crummey


Siedzę przy biurku i wpatruję się w kursor migający na ekranie komputera. Nie lubię się zmuszać do pisania. Nie lubię się zmuszać do czegokolwiek, jeśli już o tym mowa. I nie lubię kiedy ktoś chce mnie do czegoś przymusić. Reakcja jest zupełnie odwrotna od zamierzonej, spinam się i nic z tego nie wychodzi. Myślę, że jestem w tym bardzo podobna do Mosesa Sweetlanda. Tyle że ja ponad miejsce przekładam ludzi, których kocham. Powiedzenie: Tam dom twój gdzie serce twoje - jest moim ulubionym.

Cóż, serce Sweetlanda było jego wyspą, wyspa była jego sercem. 

I choćby dawać mu wszystkie pieniądze świata, on jak nikt inny wie, że to o co on walczy nie jest na sprzedaż.

Pierwszy raz sięgnełam po powieść tego autora. W pewnym momencie był na niego wielku bum w blogosferze a ja jako namiętna czytelniczka blogów o książkach nie mogłam przejść obok tych opini obojętnie. Dopiero jednak kiedy na półce w bibliotece zobaczyłam Sweetland, wiedziałam, że to właśnie tę książkę chcę przeczytać jako pierwszą. Okładka nie mówi wiele, ale przyciąga niesamowicie. Uwielbiam takie klimaty, klify, samotne domki, atmosfera niepokoju czającego się w szarości nieba.

Opowieść płynie nieśpiesznie. Poznajemy losy mieszkańców wyspy (ze Sweetlandem w roli głównej) powoli, historia wyłania się z mroków przeszłości zaledwie odrobinę, tak odrobinę, że miałam ochotę złapać ją za klapy i wyrwać jej wiecej, tak mi się podobały te retrospekcje. Za mało ich było, zdecydowanie za mało. Mimo to ogólnie książka przypadła mi do gustu. Muszę jednak ostrzec, że nie jest to lekka i przyjemna lektura. Zwłaszcza, jesli ktoś jest podatny na przygnębiające teksty. Sweetland składa się z przygnębienia, jest jakby naszpikowane rezygnacją, pomimo uporu Mosesa, jego chęci życia, wszystko wydawało mi sie tam skazane na przemijane. Ale czyż nie tym właśnie jest życie? Przemijaniem...

Surowy, odpychajacy klimat wyspy opisany na kartach książki wydał mi się przyciągający, w czym dostrzegam bardzo dobre umiejętności pisarskie Michaela Crymmeya. Raczej nie dałabym rady zamieszkać tam na stałe, przyzwyczajona do wiekszych wygód, ale bardzo chętnie odwiedziłabym i prześledziła codzienność jej mieszkańców...

Były momenty, choć bardzo nieliczne, kiedy się zaśmiałam podczas czytania, były momenty grozy (bardzo lubię), które przyprawiły o dreszcz na plecach. Całość obciążyła serce, przygniotła bliżej ziemi, otuliła nostalgią. 

Zdecydowanie sięgnę po pozostałe powieści autora. 

Moja ocena 7/10

wtorek, 4 października 2016

Był sobie wrzesień...


Witam :)

Jak czujecie się z myślą, że mamy już październik? Ja nie mogę uwierzyć jak szybko mija ten rok, czy tak się dzieje, że czas po ślubie przyspiesza jeszcze bardziej czy tylko ja mam takie wrażenie? :O Cieszę się jednak na myśl o tym, że coraz bliżej grudnia a to jeden z moich ukochanych miesięcy ze względu na Boże Narodzenie. Ale, ale tymczasem wróćmy do rzeczywistości! :)

O tym, co udało mi się przeczytać w ciągu dwóch pierwszych tygodni września mogliście już przeczytać tutaj. Frekwencja moich postów znowu spadła, ale prędko nadrabiam i przychodzę do Was z podsumowaniem ostatnich dwóch tygodni września. We wcześniejszym poście zapowiadałam, że zamierzam przeczytać jeszcze conajmniej 5 książek. Udało się przeczytać 6!

Startujemy z numerem kolejnym na mojej liście, czyli dziesiątej książce w tym miesiącu.

10. Mała matura - Janusz Majewski - 8/10

Przez początek brnęłam dość mozolnie, chyba nie do końca trafiłam tą książką w swój nastrój. Ale kiedy minęłam połowę i przysiadłam do niej, to wciągnęła mnie i wzruszyła. Najbardziej podobały mi się lata które Ludwik spędził w szkole, jego dorastanie, to jak się zmieniał. Z sentymentem sama wspominałam szkolne lata, chociaż moje przypadły na spokojne czasy wolnej Polski.

Książka ważna, każdy powinien się z nią zapoznać.


11. Sklepik z Niespodzianką. Lidka - Katarzyna Michalak - 7/10

Idealna książka na leniwe niedzielne popołudnie :) Plusy odejmuje za zbytnie wydziwianie w związku z Bogusią i jej miłosnymi zawirowaniami (troche to wszystko nierealne) ale ogólnie bardzo udana kontynuacja Sklepiku z Niespodzianką :)

12. Dziewczyna na Times Square - Paullina Simons - 7/10

Ogromnie byłam ciekawa tej książki, ale jakoś długi czas nie mogłam na nią natrafić w bibliotece. Aż pewnego dnia przyjaciółka pożycza ją od koleżanki a ta nie ma nic przeciwko by pożyczyć ją mnie. W taki oto sposób dostaję ją w swoje łapki i zaczynam czytać natychmiast by oddać jak najszybciej. Początek jakoś mnie nie nastraja zbyt optymistycznie. Jest wręcz w pewnym stopniu depresyjnie, gdyż Lily zostawia facet i jak się można domyślić, nie jest ona w najlepszym nastroju. Mając jednak w pamięci słowa przyjaciółki, że początek jest dziwny ale potem już jest dużo lepiej, brnęłam dalej aż doszłam do momentu kiedy już nie mogłam oderwać się od czytania. Przy tej książce można się uśmiechnąć, wzruszyć, wystraszyć, zadumać, zdenerwować i załamać by za chwilę znowu mieć nadzieje.

To zdecydowanie Paullina Simons jaką lubię, pełna emocji, przemyśleń, życia. Pełna uczuć. Cieszę się, że wreszcie udało mi się przeczytać "Dziewczynę na Times Square" bo było warto.


13. Powiernik - Helene Gremillon - 8/10

Nie dajcie się zwieść niezbyt zachęcającej okładce. To, co się za nią kryje jest zdecydowanie warte uwagi. Powieść pochłania aż do ostatniej strony. Czytałam zachłannie i jak najbardziej polecam!

14. Niebieskie nitki - Małgorzata Gutowska-Adamczyk - 7/10

Przyjemnie spędziłam czas czytając "Niebieskie nitki". Towarzyszyło mi nostalgiczne uczucie za minionymi, nastoletnimi latami, szkołą, rozterkami i miłostkami :)
Bardzo przyjemna lektura nie tylko dla młodych dziewczyn ale dla wszystkich, gdyż skłania do refleksji i niesie za sobą kilka mądrych przesłań.
Takie historie, niby zwyczajne, ludzkie a świeże i czyta się super.
Polecam.


15. W kolejce po życie - Katarzyna Archimowicz - 5/10

Czyta się dość szybko, ale niestety zgodzę się z opiniami, że książka jest przegadana. Główna bohaterka też mnie momentami irytowała bo niby dojrzała kobieta a czasem zachowywała się jak dziecko. Za dużo też było gadania o pieniądzach. Nierealne sytuacje też są minusem. Niektóre fragmenty książki wciągały, inne mniej. Miałam rację przeczuwając, że będzie to przeciętna pozycja.

16. Pierwszy śnieg - Jo Nesbo - 6/10

Moje drugie podejście do kryminału Jo Nesbo uważam za dość udane, chociaż szału nie robi. Męczyłam go przez pare dni. Były momenty kiedy wciągał ale były też takie kiedy mozolnie brnęłam do przodu, byle jak najszybciej skończyć. 
Kunsztowi pisarskiemu trudno cokolwiek zarzucić, ale lubię kiedy książka mnie wciąga bez reszty, co tutaj niestety nie miało miejsca, dlatego raczej nie sięgnę prędko po inne części o Harrym.

Podsumowując dziewiąty miesiąc tego roku, udało mi się przeczytać 16 książek, co w sumie daje 5.575 stron :D

Poza tym wrzesień był dość wyczerpującym miesiącem ale i nie pozbawionym dobrych dni i radosnych chwil :)

Jeśli chodzi o sportową stronę mojej natury to zaliczyłam 18 treningów, co już wypada trochę lepiej niż w sierpniu! Obiecuję sobie, że październik będzie jeszcze lepszy :)
Życzę udanego miesiąca, pełnego barwnych kolorów :)

piątek, 16 września 2016

Półmetek września 2016


W ten wyczekiwany przez większość populacji dzień tygodnia czyli piątek, obudziła mnie burza. Lubię burze. Lubię jak pada i grzmi i kiedy uderzają pioruny ale tylko wtedy kiedy nie muszę nigdzie wychodzić. Chwile po budziku leżałam w łóżku i zastanawiałam się, czy czasem sobie tego dnia pracy nie "przełożyć" np na poniedziałek, co byłoby (przyznacie) bardzo dogodne,  ale stwierdziłam, że to nie w moim stylu więc wstałam całkiem jeszcze nieprzytomna i próbowałam odnaleźć siebie w ciemnym jeszcze pokoju. Kiedy wreszcie mi się to udało i po pożywnej i zdrowej owsiance dotarłam do biura, całkiem już polubiłam deszcz, zwłaszcza że przynajmniej przez 8 godzin nie będę musiała się z nim widzieć a na biurku czekała na mnie gorąca, świeżo zaparzona kawa.

Tak zaczynam dzień w pracy. Kawa i książka <3 Dzięki temu lubię przychodzić do pracy, bo wiem że dzień zacznie się tak przyjemnie :) I choć mój szef nieraz usilnie stara się mi tą przyjemność zepsuć próbując wciągnąć mnie w rozmowę (niektórzy naprawdę nie rozumieją tej oczywistości, że jak ktoś czyta to NIE CHCE rozmawiać), to ja udaję, że mnie wciąż tam nie ma i zatapiam się w lekturze. Czasem łapie dygresje i milknie :P 

Sprawnie przechodząc do właściwego tematu tego posta, dziś pierwszy raz postanowiłam zrobić półmetek miesiąca. Nie wiem czy coś takiego w ogóle w świecie blogosfery istnieje ale się tym nie przejmuję :P Jako że ostatnio nie mam weny do pisania recenzji książek (znowu wolę je po prostu czytać) a napisać coś mam ochotę to stwierdziłam, że przedstawię Wam to co udało mi się przeczytać przez dwa tygodnie września :)

1. Mój największy błąd - Paula Daly - Recenzja Tutaj

2. Grunt pod nogami - Jan Kaczkowski - 10/10

Zaczęłam ją czytać zaraz po przyniesieniu jej z biblioteki. Skończyłam następnego dnia :)
Co tylko dowodzi że i tym razem śp. ksiądz Jan Kaczkowski porwał mnie swoim stylem, tym w jaki sposób przekazuje w zebranych w tej książce kazanich swoje myśli i uczucia. Żałuję, że nie będzie mi dane posłuchać go na żywo, zamienić chociaż kilka słów... Zdecydowanie jednak podziwiam go jako człowieka, cenię jego słowa, które naszczęście mogą zostać z nami na zawsze dzięki jego książkom.

Kupię Grunt pod nogami, by już zawsze móc wrócić do tych mądrych słów, czy to w smutku czy radości.

3. Panie z Cranford - Elizabeth Gaskell - 7/10

Miło było oderwać się na chwilę od kryminałów, thrillerów i zaszyć w Cranford gdzie wszystko wydawało się tak inne, osobliwe, staroświeckie ale przy tym urocze i piękne. Miejscami było nawet zabawnie, humorem bardzo subtelnym :)

Bardzo chętnie zapoznam się z innymi klasykami Elizabeth Gaskell.


4. Cząstka ciebie - Ella Harper - 5/10

Miałam duże oczekiwania co do tej książki. Niestety, nie podobała mi się tak jak tego oczekiwałam. Za dużo tu ciągłego płakania i cierpienia jak na jedną osobę. Czytało mi się dość mozolnie. Średnia.

5. Mechanizm serca - Mathias Malzieu - 8/10

 Ciekawie napisana baśń dla dorosłych przy której spędziłam miłe chwile. Idealna na nostalgiczny jesienny wieczór.

6. Długa droga do domu - Joanna Jax - 8/10

Piękna, rozdzierająca serce historia, która wciąga niczym bagno.

Barwne życie, wszystkie odcienie miłości, cierpienie, tęsknota, pogoń za odkryciem własnego ja. 
Czyta się z wypiekami na twarzy. Ogromnie mi się podobała, dlatego już teraz zacieram ręce na pozostałe powieści autorki! 
Polecam serdecznie.


7. Piaskun - Lars Kepler - 7/10

To książka z którą spędziłam miłe chwile w weekend. Czytałam jak opętana, ciągle obiecywałam sobie, że tylko jeszcze jeden rozdział. A że rozdziały krótkie to z jednego robiło się dziesięć, czasem dwadzieścia albo pięćdziesiąt:P Dobrze, że zaczęłam ją czytać w sobote to mogłam jej poświęcić dużo czasu i tak zrobiłam :) Bardzo chętnie zapoznam się z wcześniejszymi częściami z Jooną w roli głównej, jak i kolejną. Dużo się dzieje, akcja wre a trup ścieli się gęsto. Wszystko w niej jest ciekawe i czyta się szybko.

Pozostaje polecić miłośnikom kryminału i sensacji.


8. Królowa Cienie - Marcus Sedgwick - 6/10

Początek mi się spodobał, uwielbiam małe wioski, śnieg, zimę, ludowe wierzenia i czające się niepokojące zło. Później jednak ta walka z nieumarłymi troche mnie rozczarowała. Nie do końca była opowiedziana tak jakbym tego chciała.

9. Być Esther - Miriam Karmel - 7/10

Mam ochotę Cię przytulić Esther.

I tak jak Ty zastanawiam się co dzieje się z tym światem, dlaczego ludzie nie prowadzą już choćby niezobowiązujących pogawędek ze sobą, a człowiek jest samotny wśród tłumu z twarzami pochylonymi nad światłem z telefonów.
I tylko śmierć oznacza ten sam koniec dla każdego.



Jak dotychczas zdecydowanie wyróżniam Długą drogę do domu i Grunt pod nogami. Mam nadzieję, że we wrześniu dane mi będzie przeczytać jeszcze pare perełek które mnie zachwycą równie mocno!

To by było narazie na tyle jeśli chodzi o ten miesiąc :) Oczywiście jeszcze nie skończyłam, zamierzam przeczytać jeszcze conajmniej 5 książek. Ale o tym już przeczytacie w podsumowaniu września:)

Tymczasem powiedzcie jak zaczął się Wasz weekend? Czytaliście którąś z przedstawionych przeze mnie książek?

Pozdrawiam i dużo czasu do czytania życzę :) Bo tego nigdy za wiele! 


piątek, 2 września 2016

Paula Daly - Mój największy błąd


Opis z lubimyczytac.pl: 

Do czego jest gotowa posunąć się zdesperowana kobieta?

Roz jest samotną matką, fizjoterapeutką, siostrą, przyjaciółką. I właśnie znalazła się w naprawdę rozpaczliwej sytuacji. Jej gabinet splajtował, niespłacone długi wciąż rosną, a teraz jeszcze będzie musiała wytłumaczyć synkowi, dlaczego ktoś zabrał im wszystkie meble. I nagle praktycznie obcy człowiek składa jej pewną propozycję. Za jedną wspólną noc zapłaci jej tyle, by mogła wreszcie wyjść z finansowego dołka. Roz musi podjąć ważną decyzję. 

Wciągający thriller pióra jednej z najbardziej poczytnych autorek w Wielkiej Brytanii zabierze Was do fascynującego świata seksu, szantażu i zbrodni, rozgrywających się w niewielkiej społeczności, gdzie samotność jest powszechniejsza niż skandale.

Paula Daly jak dotąd nigdy mnie nie zawiodła. Przeczytałam wszystkie jej książki wydane w Polsce i każda z nich mi sie podobała. Miałam więc wielkie wymagania co do tej pozycji. 

Pierwszą połowę czytało mi się dość mozolnie, nie działo się wiele a i niektóre dziwne, nie mające nic wspólnego z treścią przemyślenia głównej bohaterki wydały mi sie zgoła niepotrzebne i czułam się nimi trochę zażenowana. Był moment, tak gdzieś w połowie, kiedy musiałam się zmusić do czytania ale wreszcie coś zaskoczyło, akcja nabrała tempa i juz do końca nie mogłam się oderwać od lektury.

Koniec jednak nie sprawił, że zaczęłam uważać tę książkę za jakieś arcydzieło. Moim skromnym zdaniem jest gorsza od poprzednich tej autorki. Określiłabym ją również jako obyczajówkę z elementami kryminału niż kryminałem a tym bardziej thrillerem. Główna bohaterka nie wzbudziła we mnie ani zaufania ani szalonej sympati. Scott wydał mi się nie do końca wyraźną postacią. Czegoś mi w nim brakowało. Ogólnie miałam wrażenie że autorka miała dużo pomysłów, każdy z nich chciała wpleść w fabułę i nie skupiła się dokładnie na tych kilku najważniejszych. Takie odnoszę wrażenie.

Nie żałuje jednak czasu który spędziłam nad tą lekturą, jako że książka daje do myślenia, zmusza do refleksji nad wartościa pieniądza w życiu, miłości, podejmowania właściwych (w danej chwili) wyborów i ponoszenia za nie odpowiedzialności.

Moja ocena 6/10

Co w sierpniu piszczało ? :) czyli podsumowanie


Sierpień spędziłam na pożeraniu książek. Rzucałam się na nie jak jakaś wariatka. W momencie kiedy kończyłam jedną, zaraz zaczynałam nastepną, bo nie umiałam nawet żyć z myślą, że aktualnie, W TYM WŁAŚNIE MOMENCIE nie jestem w trakcie czytania i nie mogę sobie porozmyślać o bohaterach.
Tak więc pełna zapału i głodu typowego dla mola książkowego nie ograniczałam się i tak oto w sierpniu lekką ręką przeczytałam 15 pozycji :)

1. Ogród kości - Tess Gerritsen
2. Nie patrz w tamtą stronę - Marcin Grygier
3. Jeden dzień - David Nicholls
4. Przeznaczenie - Marc Levy
5. My - David Nicholls
6. Cynamonowe dziewczyny - Hanna Greń
7. Skrajnie mylne sygnały - Federica Bosco
8. To, co zostało - Jodi Picoult
9. Żelazny dom- John Hart
10. Echa pamięci - Katherine Webb
11. Zatoka latarni - Kimberley Freeman
12. Bliźnięta z lodu - S.K. Tremayne
13. Idealna - Magda Stachula
14. Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins
15. Zatoka o północy - Diane Chamberlain

Udało mi się zrecenzować 10 książek :) Odnośnik znajduje się w tytule książki, wystarczy kliknąć :)
Łącznie przeczytałam 6.249 stron, co daje średnio 201 stron dziennie! Bardzo się cieszę, że pomimo stałej pracy, domowych obowiązków i spotkań z przyjaciółmi moja pasja czytania nie zostaje zepchnięta na bok i wciąż znajduję czas na tę przyjemność.

Każda z tych książek mi się podobała. Oczywiście jedne mniej, inne bardziej, jeszcze inne okropnie bardzo. Do słabszych mogę zaliczyć "Cynamonowe dziewczyny" oraz odrobine lepszą "My" Davida Nichollsa.

Reszta była świetna, najbardziej zapadły mi w pamięć:

Jeden dzień, To, co zostało, Echa pamięci, Zatoka latarni, Bliźnięta z lodu, Idealna!
- - -

Nigdy tutaj chyba o tym nie pisałam, ale od paru już lat staram się również ćwiczyć systematycznie. Zazwyczaj robię treningi w domu, tak zwane dywanówki ;) W sierpniu niestety wypadło mi to dość kiepsko bo w sumie zrobiłam tylko 14 treningów na 31 dni. Jeden z treningów odbył się w plenerze, co było bardzo przyjemnym dla mnie doświadczeniem :) Nie było to nic zaplanowanego ani grupowego. Mąż zaproponował wyjście do parku a ja wpadłam na pomysł, by połączyć przyjemne z pożytecznym i tak oto robiłam okrążenie na zmianę z różnymi ćwiczeniami. Podobało mi się, może jeszcze to powtórzę póki pogoda dopisuje. Mam mocne postanowienie poprawić się we wrześniu !
Tymczasem życzę wszystkim udanego weekendu i dużo czasu na czytanie samych świetnych książek!:)

wtorek, 30 sierpnia 2016

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins


Opis z lubimyczytac.pl:

Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów.
Zaczyna się jej nawet wydawać, że zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa jak oni.
I nagle widzi coś wstrząsającego. Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza.
Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Teraz się przekonają, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu.

Jakiś czas temu postawiłam przed sobą wyzwanie, by przeczytać wszystkie książki które wygrały w plebiscycie lubimyczytac.pl na najlepsze książki roku 2015.

Jak dotąd przeczytałam tylko "Życie na pełnej petardzie" która to pozycja według mnie zdecydowanie zasługiwała na wygraną.

Ostatnio wreszcie sięgnęłam po "Dziewczynę z pociągu" która zajęła pierwsze miejsce w kategori kryminał, sensacja, thriller. Czy zasługuje na to miano? Cóż, ostatnio przeczytałam "Biźnięta z lodu" które też brały udział w tym rankingu i osobiście uważam, że były zdecydowanie lepsze od "Dziewczyny z pociągu", chociaż nie ukrywam, że i ta pozycja dostarczyła mi dobrych wrażeń.

Tak skrajne opinie w środowisku czytelniczym sprawiły,  że byłam bardzo zaintrygowana tą książką. Nie wiedziałam do końca czego mogę się spodziewać co w sumie zaostrzyło mój apetyt. Jestem skromnym molikiem książkowym i szczerze to zbytnio nie przejmuję się tym całym szumem medialnym jaki powstaje wokół niektórych książek i zazwyczaj wręcz po nie nie sięgam jak tylko się ukaża, wole poczekać co będzie się działo jak cały ten szum ucichnie. Tak też zrobiłam tym razem.

Rachel jest pijaczką. Taką konkretną. Pije aż do momentu kiedy nie wie co robi, nie pamięta co się wkoło niej dzieje. Do pracy jeździ pociągiem. Obserwuje ludzi przez okno. A zwłaszcza jeden dom. I ma w swojej głowie różne teorie. To tylko jej wyobraźnia. Pewnego dnia jednak staje się nie tylko obserwatorką, ale wkracza w życie ludzi o których dotąd tylko fantazjowała i nagle nic nie jest takie jakie się wydawało.

Na początku akcja toczy się leniwie, później jednak coś zaczyna się dziać, coś o czym Rachel chciałaby sobie usilnie przypomnieć.

Podobało mi się. Czytało się bardzo dobrze, nie nudziło mi się i byłam ciągle ciekawa dalszego ciągu. Trochę irytowała mnie słabość Rachel, miałam ochotę nią potrząsnąć żeby się ogarnęła, zrobiła coś ze swoim życiem. Dowodzi to jednak tego jak sugestywnie autorka przedstawiła jej charakter. 
Za plus uważam fakt, że dopuściła do głosu też inne postacie, co zawsze mi się podoba i dodaje książce charakteru.

Nie jest to gniot, nie jest też szalenie wciągający thriller, ale to dobry kryminał, po który warto sięgnąć. Ja spędziłam na czytaniu miłe chwile. Dobra książka to jednak dobra książka :)

Moja ocena 7/10

czwartek, 25 sierpnia 2016

Bliźnięta z lodu - S.K. Tremayne



Opis z lubimyczytac.pl:

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia.


Ta książka jest tak pełna bólu i jednocześnie miłości do dziecka, żałoby i determinacji, by jakoś przetrwać, nie dać się pochłonąć czanej dziurze swoich uczuć, że czytając ją musiałam sobie robić przerwy by i mnie ona nie wciągnęła.

Ten ciągły niepokój, wrażenie że coś się czai zaraz obok, że wystarczy się odwrócić plecami a coś obrzydliwego wskoczy Ci na kark i powali... Chciałam się dowiedzieć co to będzie, jak się skończy ta szara, przytłaczająca, zamglona i ponura książka a jdnocześnie bałam się tego. To chyba znak, że psychologiczny thriller naprawdę jest psychologiczny. Siada na psychikę, odziałuje na uczucia, jest szaleńczo intrygujący i przytłaczający jednocześnie. Już zapomniałam jak bardzo lubie takie książki. Jak zatracam się w nich tak bardzo że czuję się zdezorientowana swoim własnym życiem, kiedy się od nich odrywam.

"Bliźnięta z lodu" to świetnie napisany thriller psychologiczny. Wszystko mi się w nim podobało - od okładki po pomysł a kończąc na bohaterach i treści. Zdecydowanie muszę też wspomnieć o zakończeniu. Nie mogłam się oderwać, czytałam ze strachem w sercu, które zamierało i przyspieszało na zmianę a ciało przeszywały mi dreszcze. Czułam się jakbym była tam, na tej wyspie razem z nimi, a wkoło czaiło się coś, jakiś niepokój i groza. Niebezpieczeństwo.

Lydia 

Kirstie

- Usiądź między mną, mamusiu. Poczytaj mi.

Polecam z czystym sumieniem

Moja ocena 10/10


środa, 24 sierpnia 2016

Zatoka Latarni - Kimberley Freeman



Opis z lubimyczytac.pl:

Jest rok 1901. Isabella Winterbourne ucieka od niekochanego męża i jako jedyna wychodzi cało z katastrofy statku u wybrzeża Queensland. Sto dziesięć lat później Libby Slater ze złamanym sercem opuszcza Paryż i wraca do Australii, by prosić o wybaczenie siostrę, która jednak nie umie jej zaufać. Obie kobiety – Isabella i Libby – będą musiały zostawić za sobą dramatyczną przeszłość i nauczyć się żyć na nowo. Ale nadmorskie miasteczko Zatoka Latarni kryje wiele niepokojących tajemnic…

Byłam zachwycona kiedy w zapowiedziach zobaczyłam, że nowa książka Kimberley Freeman została wydana w Polsce. Natychmiast naszły mnie wspomnienia tego jak z wypiekami na twarzy, głodna każdego słowa czytałam jej piękną książkę - "Wzgórze Dzikich Kwiatów" - którą z rozrzewnieniem wspominam do dziś.

Nadszedł ten piękny dzień, kiedy dane mi było przeczytać "Zatokę Latarni" a mimo to trochę się przed tym wzbraniałam bo obawiałam się, że nie dorówna ona swojej poprzedniczce a ja się rozczaruję... Wreszcie jednak poczułam, że muszę ją przeczytać. 

Historia zaczyna się pogrzebem. Czasy wpółczesne, umiera potomek rodziny jubilerów od których cała ta historia bierze początek. Później cofamy się do 1901 roku i zagłebiamy się w opowieść o Isabelli która wraz z niekochanym mężem i sercem przepełnionym żałobą płynie ku swemu przeznaczeniu nawet o tym nie wiedząc.


Książka mnie zupełnie i bezapelacyjnie porwała. Im głębiej zanurzałam się w odmętach jej stronic tym bardziej nie chciałam się z niej wynurzać. Jak zwykle w moim przypadku bardziej podobały mi się wydarzenia z przeszłości. Niesłychanie polubiłam Isabelle i kibicowałam jej z całego serca. Nie mogłam się oderwać od czytania, mimo że oczy mnie już bolały a inne obowiązki czekały. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało, ale nie mogę zdradzić dlaczego. Powiem tylko, że pewna męska postać bardzo mi się spodobała i czułam się bardzo rozmarzona czytając o miłosnym wątku z 1901 roku :)

Zarówno "Wzgórze Dzikich Kwiatów" jak i "Zatoka Latarni" są pięknie wydane co dodatkowo sprawia, że czyta się je z ogromną przyjemnością !

Moja ocena 10/10

Gorąco polecam.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Echa pamięci" - Katherine Webb


Opis z lubimyczytac.pl:

Nowa, porywająca powieść świetnie przyjętej w Polsce Katherine Webb, autorki bestsellera "Dziedzictwo". Anglia, rok 1937. Czternastoletnia Mitzy Hatcher wychowuje się samotnie w Blacknowle, wsi na wybrzeżu Dorset. Dla nieokrzesanej, odrzuconej przez lokalną społeczność dziewczyny przyjazd słynnego artysty Charlesa Aubreya, jego egzotycznej kochanki i ich córek na letnie wakacje jest niczym powiew świeżego powietrza. Jako muza Charlesa, Mitzy wchodzi w głęboką, trwałą relację z rodziną Aubreyów na trzy kolejne lata. Mitzy stopniowo zaczyna widzieć przed sobą przyszłość, o jakiej nawet nie marzyła. Rodzi się w niej potężna miłość, która ewoluuje razem z nią – niewinne uczucie przeradza się w obsesję, dziecinne zauroczenie ustępuje znacznie bardziej skomplikowanym emocjom. Upłynie blisko siedemdziesiąt pięć lat, zanim konsekwencje tej wielkiej namiętności ujawnią się w pełni dzięki młodemu właścicielowi galerii sztuki, zapatrzonemu w pośpiesznie naszkicowany portret i zdumionemu jego intensywnością. Próby rozwikłania tajemnicy obrazu zawiodą go do Blacknowle, gdzie odkryje prawdę o tamtych gorączkowych, letnich miesiącach sprzed kilkudziesięciu lat.

Wychodziłam już z biblioteki. Mój wzrok przebiegł po mijanych przeze mnie półkach i wtedy ją zobaczyłam. „Echa pamięci”. W te pędy wróciłam do pani bibliotekarki. Wyszłam szczęśliwa ściskając książkę w ręku :)


Leżała ponad miesiąc na półce – po rewelacyjnym „Dziedzictwie” miałam wobec niej wielkie nadzieje a jednocześcnie bałam się, że nie sprosta moim oczekiwaniom.

Zaczęłam czytać i bardzo szybko przepadłam. Jest idealna. Autorka kolejny raz porwała mnie w świat przez siebie wykreowany, od którego trudno było mi się oderwać a koniec przyprawił mnie o dreszcze.

Czytając czułam się jak mieszkanka Blacknowle, obiektywna obserwatorka tego co działo się zarówno w jego współczesnych latach jak i tych odległych, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Nieprzyjazne, ponure a jednocześnie inspirujące miejsce dla Charlesa Aubreya, nudne dla Celeste i pełne ciekawych zakamarków dla Elodie i Delphine, staje sie świadkiem czegoś ponurego, nieprzyjaznego...

Wydarzenia sprzed lat wciągnęły mnie bardziej niż te, podczas których Zach próbuje dotrzeć do informacji o życiu Charlesa w Blacknowle. Zaznaczam jednak, że cała książka jest świetna i nie nudziłam się podczas czytania jej ani przez sekundkę.

 „Echa pamięci” to książka jakie uwielbiam. Kryje w sobie tajemnice sprzed lat, miłość która zaślepia i pcha do nieludzkich czynów oraz całą gamę charakterów i uczuć.

Moja ocena 10/10


Gorąco polecam wszystkim!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Life Adventure czyli Nepal i Annapurna Base Camp


Dziś wreszcie przychodzę do Was z moimi wspomnieniami z naszej wyprawy do Nepalu która miała miejsce w dniach 31.03-14.04.2016

Jeszcze rok temu, kiedy świat obiegła wiadomość, że w Kathmandu miało miejsce silne trzęsienie ziemi a my (z wtedy jeszcze Narzeczonym) oglądaliśmy doniesienia o tej tragedii w wiadomościach, nie przyszłoby mi do głowy że właśnie rok później my się tam znajdziemy...I chociaż mąż już wcześniej opowiadał mi o Nepalu i pokazywał artykuł w Traveller mówiąc, że bardzo by chciał tam poleciec, jakoś w to nie wierzyłam.
A jednak. Życie pisze nam różne scenariusze. Muszę też dodać, że mój mąż jest człowiekiem czynu i nie rzuca słów na wiatr. Jak coś sobie postanowi tak zrobi. Takim sposobem 1 kwietnia po długim locie samolotem znaleźliśmy sie w Kathmandu i to nie był Prima Aprilis :))

Na wstępie muszę napisać, że była to wycieczka trekkingowa. Dla tych co się nie orientują w temacie powiem krótko że to mniej więcej chodzenie po górach :) Naszym celem był Annapurna Base Camp usytuowane 4130m.np.m. Dotarcie tam zajęło nam 7 dni. Każdego dnia spaliśmy w innym miejscu gdyż przemieszczaliśmy się wychodząc coraz wyżej. Wstawaliśmy o poranku czasami nawet jeszcze przed wschodem słońca i po śniadaniu które zamawialiśmy już poprzedniego wieczoru wyruszaliśmy przed siebie a naszym oczom ukazywały się piękne widoki. Pisząc to teraz ogarnia mnie nostalgia. To przeżycie było tak inne od naszej codziennosci, szarego, zabieganego zaludnionego Londynu że aż nie chce się wierzyć że jeszcze kilka miesięcy tam byliśmy i delektowaliśmy się ciszą i majestatem gór...

Dzielę się z Wami skrawkami moich wspomnień ale muszę nadmienić, że zdjęcia nie oddają uroku tych wszystkich miejsc...

































Po raz kolejny przeglądając te zdjęcia z rozrzewnieniem myślę o tych dwóch tygodniach podczas których nasze dni wyznaczały pokonane kilometry, słodki ból mięśni po aktywnym dniu, wschody i zachody słońca, które zapierały dech w piersiach, majestatyczne góry które nas hipnotyzowały i najważniejsze  - pokonywanie własnych słabości.

Obiecujemy sobie kiedyś tam wrócić. I tym razem zdobyć Mount Everest :)