sobota, 21 listopada 2015

"Żółte ptaki" - Kevin Powers

Okładka książki Żółte ptaki

Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 25 września 2013
ISBN: 9788363944124
Ilość stron: 288

Wszędzie, gdzie spogląda, widzi Murpha. Wzdryga się za każdym razem, kiedy obok przejeżdża samochód. Jego palce chwytają karabin, którego nie ma i którego nie trzymał już od miesięcy. Nieznajomi obdarzają go szacunkiem, na jaki zasługuje bohater, ale on czuje, jakby znikał. W rok po powrocie z wojny nie możne odpędzić się od wspomnień i obrazów. Ciała skwierczące w rześkim porannym powietrzu. Promienie słońca przesmykujące się między gałęziami drzew. Kule wzbudzające obłoczki pyłu. Zmarszczki na wodzie drżące niczym struny. I obietnica, którą złożył jego matce. Że wróci z nim całym i zdrowym do domu.

„Wojna próbowała nas zabić wiosną”. Tak rozpoczyna się przejmująca historia przyjaźni i straty. Dwóch szeregowców – dwudziestojednoletni Bartle i osiemnastoletni Murph – którzy poznali się podczas szkolenia dla rekrutów w Stanach, zostali rzuceni w wir wojny, na którą żaden z nich nie był gotów. Ich pluton walczy teraz w krwawych potyczkach, usiłując odbić irackie miasto Al Tafar. A Bartle obiecał, że sprowadzi Murpha żywego do domu.

W niekończącej się serii następujących po sobie długich dni, dwaj młodzi żołnierze robią wszystko, by chronić się nawzajem przed nadciągającymi zewsząd niebezpieczeństwami: irackimi bojownikami, ekstremalnym zmęczeniem i wyczerpującym napięciem psychicznym, wynikającym z poczucia ciągłego, śmiertelnego zagrożenia. Kiedy rzeczywistość zaczyna zmieniać się w mglisty koszmar, Murph stopniowo traci kontakt z otaczającym go światem, a Bartle podejmuje działania, o które nigdy by siebie nie podejrzewał.

Żółte ptaki to niezwykle oryginalna, głęboka i emocjonalna powieść, ukazująca dewastujący psychologiczny wpływ toczonej za granicami kraju wojny nie tylko na żołnierzy, ale także na ich pozostające w ojczyźnie rodziny. Zdaniem wielu krytyków dzieło Kevina Powersa to arcydzieło literatury wojennej.


źródło opisu: Wydawnictwo Insignis, 2013
źródło okładki: http://www.insignis.pl/book/index/78/zolte-ptaki.html


Książka pełna bólu i cierpienia człowieka który przetrwał wojnę w Iraku tylko po to, by wrócić i ciągle, z dnia na dzień żyć wspominając...

Czytając ją nasunęła mi się myśl, że choćbym nie wiem ile takich książek przeczytała, nie zrozumiem. Tego się nie da zrozumieć. Uczucia w tej powieści są tak głębokie i tak ściśle od siebie zależne a jednocześnie rozpadające się, rozlatujące na wszystkie strony niczym ptaki, że nawet tysiąc słów nie wystarczy. Ale dobrze, że takie dzieła powstają. Po to, byśmy mieli świadomość okropieństwa wojny, choćby po to, by pomodlić się za tych co na niej zginęli oraz za tych, co przeżyli i muszą pamiętać co widzieli i czego doświadczyli...

piątek, 20 listopada 2015

Zatęskniłam za wakacyjnymi miesiącami! Czyli „Magiczne lato” - Aleksandra Tyl

Wydawnictwo: Prozami
Data wydania:23 czerwca 2015
ISBN: 9788365223166
Liczba stron: 415

Alicja samotnie wychowuje siedmioletnią Matyldę. Córka bez przerwy choruje, ma obniżoną odporność. Za radą lekarki wyjeżdżają na wieś, żeby dziecko zmieniło klimat i z dala od smogu miasta nabierało sił. Zatrzymują się u dalekiej ciotki – Józefiny. Alicja dopiero na miejscu dowiaduje się, że staruszka para się zielarstwem, a jej specjalnością są miłosne eliksiry. Mimo że dziewczyna początkowo nie wierzy w magiczną moc ziół, a do zajęcia ciotki podchodzi z dystansem, to jednak przychodzi taki dzień, kiedy pokusa skorzystania z mikstury jest wyjątkowo silna…

źródło opisu: http://www.empik.com/magiczne-lato-tyl-aleksandra,...(?)

Dotychczas dane mi było przeczytać tylko jedną książkę Pani Aleksandry. Była to „Aleja bzów”, ktora szczerze mówiąc średnio mi się podobała. Ale to było jakiś czas temu, kto wie czy gdybym przeczytała ją teraz to nie zmieniłabym zdania? A dlaczego tak myśle, otóż wynika to z tego, że najnowsza książka autorki podobała mi się o wiele bardziej!

Nie mogę na początku nie wspomnieć  i nie pochwalić wydawnictwa Prozami jak piękną książkę wydali. Całą oprawa jest wręcz mistrzowska – poczynając od okładki która przyciąga wzrok żywymi, bajecznymi kolorami, przez idealną czcionkę, cudny zapach kartek i miekki dotyk. Nie mogłam się tą książką nacieszyć, muszę się przyznać bez bicia :) Na dodatek okazało się, że zarówno jak oprawa tak i środek kryje w sobie wiele przyjemnych niespodzianek :)
Długo zwlekałam przed sięgnięciem po tą pozycje jako że pare razy nadziałam się na slabą powieść obyczajową a nie chciałam się wynudzić przy lekturze którą łątwo będzie przewidzieć... No cóż, żałuję tylko że nie przeczytałam „Magicznego lata” wcześniej !

Co mi sie tak podobało?

Wszystko! Mimo że pozycja ta jest bardzo obszerna, nie ma w niej ani jednej niepotrzebnej strony. Jak dla mnie to mogłabym przeczytać jeszcze drugie tyle i bym się nie znudziła. Czemu tak jest? Wykreowani bohaterzy sa tak ludzcy, prawdziwi i jednoczesnie wywolujący w nas wszystkie gamy uczuć od sympatii po irytację, iż miałam wrażenie jakbym to ja sama żyła w tym książkowym świecie razem z nimi ( z czego byłąbym ogromnie rada, szczerze mówiąc);) Akcja toczy się wartko i płynnie, dużo się dzieje a nawet małe, niepozorne zdarzenie wydaje się być ważne i potrzebne.
Pierwsze skojarzenie jakie nasunęło mi się, kiedy zagłebiałam się w lekturze było takie, że czuję się jakbym oglądała serial „Ranczo” – co jest wielkim komplementem gdyż bardzo lubie ten serial. Malownicza wieś, komendant przez którego zrywałam boki ze śmiechu (Grzelak, chyba sie w Tobie zakochałam!), Józefina którą bardzo polubiłam i zaczeła mi się marzyć taka ciocia oraz tak cudownie opisany wątek miłosny, nie mówiąc już o jego męskim sprawcy...ehh :)


Co mi sie nie podobało?

To, że książka się tak szybko skończyła! I w taki sposób – który sugeruje (musi!), że będzie kolejna część, z czego jestem bardzo rada tylko jak ja wytrzymam żeby na nią czekać??
Podsumowując – „Magiczne lato” skradło moje serce. Wzruszyła mnie, rozbawiła, dała do myślenia.  
Jeśli jeszcze się zastanawiacie nad tą pozycją, porzućcie te wątpliwości i po prostu ją przeczytajcie ;) Bardzo, bardzo polecam !

wtorek, 17 listopada 2015

„Piąte dziecko” – Doris Lessin

Okładka książki Piąte dziecko

Tytul oryginalny: The Fifth Child
Wydawnictwo: Panstwowy Instytut Wydawniczy
Data pierwszego wydania: 1988
Rok pierwszego polskiego wydania:1992
ISBN:8306029577
Liczba stron: 141

Utrzymana w stylistyce grozy historia rodziny, której sielankowe szczęście zostaje zburzone przez przyjście na świat odmieńca Bena. Fabuła jak z horroru staje się dla wybitnej brytyjskiej pisarki pretekstem do głębokich refleksji nad miłością macierzyńską, granicami ludzkiej wolności, współczuciem dla "innych". Niewielka objętościowo powieść posiada magnetyczną siłę i, mimo dojmującej atmosfery sennego koszmaru, natarczywie domaga się, by czytać ją więcej niż raz.



Już dawno nie zdarzyło mi się sięgnąć po żadną książkę tak spontanicznie.
Zwróciłam na nią uwagę dzięki jednej z użytkowniczek lubimyczytac.pl którą obserwuję. Jej emocjonalna opinia na jej temat zachęciła mnie tak skutecznie do sięgnięcia po nią, że bez wachania zaczęłam czytać praktycznie natychmiast, nie przejmując sie nawet tym, że na warsztacie mam jeszcze coś innego.

Harriet i Dawid wzbudzili moją sympatię od samego początku. Młodzi ludzie, którzy doskonale wiedząc czego chcą, odrazu zabrali się do rezlizowania swoich marzeń. A co było ich marzeniem? Otóż dom pełen dzieci. Tak wyobrażali sobie pełnię szczęścia. I mimo że ich bliscy nie ukrywali swojego sceptycyzmu i kręcili nosem na zbyt duży dom, zbyt szybkie decyzje młodych i zbyt prędkie rozmnażanie się, oni w ten sposób się spełniali i czuli że to jest właśnie to czego chcą.

Los zdaje się sprzyjać młodemu małżeństwu. Mimo że Harriet nie najlepiej znosi ciąże, to dzieci rodzą się zdrowe i piękne. Życie rodzinne kwitnie, dom jest pełen ludzi chcących się ogrzać w blasku domowego ogniska a Harriet i Dawid są przeszczęśliwi. Aż do czasu kiedy Harriet zachodzi w ciąże po raz piąty i tym razem znosi to o wiele gorzej. Dziecko rodzi się przed terminem i już od samego początku okazuje się że ich życie nie będzie już takie samo.

„Piąte dziecko” to bolesna książka. Porusza bardzo trudny temat jakim jest miłość macierzyńska – jej blaski, radości, smutki i trudy. Przed wszystkim trudy. Czytając ją, mimo że na początku troche zazdrościłam tego jak Harriet i Dawidowi pięknie ukłąda się życie to cały czas miałam też wrażenie, gdzieś głęboko pod skórą, że to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Że przecież wredny los nie lubi, kiedy ktoś jest zbyt szczęśliwy...
Tak niewielka książeczka a zawiera w sobie calą gamę emocji. Otwiera oczy na to jak czuje się matka która urodziła „dziwne dziecko” – opuszczona, obwiniona, samotna. Jak czuje sie ojciec, który nie potrafi to dziecko uznać, jednocześnie cierpiąc na myśl o pozostałych dzieciach które zostają pozbawione miłości matki bo ta skupia się całkowicie na wymagajacym, najmlodszym dziecku. 

Jak czuje się rodzeństwo które chce poznać swojego brata a ten skutecznie ich od siebie odstrasza. I w końcu – jak czuje się Ben? Czy wogóle coś czuje? Co dzieje się w jego głowie?

Chcecie spróbować odpowiedzieć sobie na te i jeszcze wiele innych pytań? Sięgnijcie po tą książkę – zapewniam że jeszcze długo nie będziecie mogli o niej zapomnieć...

poniedziałek, 16 listopada 2015

"Zbrodnia w błękicie" – Katarzyna Kwiatkowska

Okładka książki Zbrodnia w błękicie

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 18 stycznia 2011
ISBN: 9788375065497
Liczba stron: 380

Młody podróżnik i detektyw hobbysta, Jan Morawski, przybywa w śnieżną zadymkę do pałacu w Tarnowicach. Pierwszy wspólny posiłek z gospodarzami i ich gośćmi ujawnia niespodziewane urazy, konflikty i żale. Ta podminowana atmosfera ma tragiczny finał. Następnego ranka w błękitnej sypialni pokojówka znajduje zwłoki kobiety. Do akcji wkracza Morawski. Przytłacza go jednak ogrom wykluczających się dowodów i sprzecznych zeznań, skrywanych grzeszków, animozji i zdrad. Co gorsza niemal wszyscy mieli motyw i możliwość popełnienia zbrodni. Ale czy to koniec morderstw? Czy ktoś jeszcze zginie?
Schyłek XIX wieku. Wyraziście zarysowane postaci na tle wysmakowanych pałacowych wnętrz, pełnych barw, zapachów i dźwięków. Skuteczna walka z pruskim zaborcą, znakomicie wplecione wątki historyczne, literackie i obyczajowe. I intryga rodem z powieści Agathy Christie z morderstwem w tle, osadzona w mroźnej ziemiańskiej Wielkopolsce.
„Zbrodnia w błękicie”, udany debiut Katarzyny Kwiatkowskiej, to trzymający w napięciu aż do ostatniej strony polski kryminał retro.

źródło - http://lubimyczytac.pl/ksiazka/86413/zbrodnia-w-blekicie

Spotykałam się z tą książką wiele razy w bibliotece ale jakoś tak nie przemawiała ona do mnie. Pewnego dnia jednak przejrzałam opinie o niej na LC i różnych blogach i okazało się, że wiekszość wypowiada sie o niej bardzo dobrze. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że kryminał  retro okazał się gatunkiem literackim odpowiadającym moim upodobaniom, przy kolejnej mojej wizycie w bibliotece po prostu wypożyczyłam tą książkę żeby się samej przekonać co do niej.

Jak to zwykle u mnie bywa, przeleżała ona na mojej półce dość długo zanim po nią sięgnełam. 
„Zbrodnia w błękicie” to pierwszy tom o Janu Morawskim, który rozwiazuje zagadkę tajemniczego morderstwa w  zasypanej posiadłości swego najlepszego przyjaciela Tadeusza. Początek okazał się obiecujący. Śnieżyca, biel, wspaniała posiadłość w której aż chciałoby sie zamieszkać i goście między którymi dochodzi do zbrodni...
Cóż, nie będę rozpisywać się nad tą książką z tego powodu, że nie zrobiła ona niestety na mnie dużego wrażenia. Mimo obszerności czytało się ją szybko ale nie zachłannie. Bohaterzy wydali mi się mdli, nie zapałałam do nich szczególną sympatią. Ot, szare postacie z książki. Znużyło mnie prowadzone przez Jana Morawskiego śledztwo, które ciągneło się jak flaki z olejem. Nie wiem, czy po prostu to nie był odpowiedni czas na czytanie przeze mnie tej powieści czy rzeczywiście to nie książka dla mnie, ale musze powiedzieć szczerze, że nie spełniła ona moich oczekiwań. Spodziewałam się czegoś niesłychanie wciagającego a średnio mi się podobało to co dostałam.

Plus za postać Mateusza która mnie rozczuliła :)


Oceniam 5/10

sobota, 14 listopada 2015

"Za ścianą" - Sarah Waters


Londyn, 1922 rok. Świat jeszcze się nie otrząsnął z wojennej zawieruchy, a już zbierają się nad nim kolejne ciemne chmury. Ludzie stracili złudzenia i domagają się zmian. Tymczasem na południu miasta, w eleganckiej dzielnicy Champion Hill, w domu, gdzie wspomnienia wojny są wciąż żywe, życie z dnia na dzień ma się zmienić nie do poznania.

Owdowiała pani Wray i jej dwudziestosześcioletnia córka Frances – niezamężna, o intrygującej przeszłości i widokach na staropanieństwo – są zmuszone przyjąć lokatorów. Przybycie Lilian i Leonarda Barberów, młodego, nowoczesnego małżeństwa z „klasy urzędniczej”, wnosi niespodziewany chaos w ich szarą rzeczywistość: hałaśliwą gramofonową muzykę, atmosferę nieustannej zabawy i koloryt. Zaintrygowana Frances zagląda do ich życia przez uchylone drzwi i nasłuchuje odgłosów zza ściany. Kiedy nieoczekiwanie zaprzyjaźnia się z Lilian, ich lojalność wobec bliskich staje pod znakiem zapytania. Rodzi się wiele pytań, jedna strona wraca do przeszłości, druga otwiera zupełnie nowy rozdział. I nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki to wszystko znajdzie finał.


źródło opisu: http://www.proszynski.pl/
źródło okładki: http://www.proszynski.pl/



Nie planowałam zapoznawać się z piórem Sary Waters dopóki nie wydano jej najnowszej książki "Za ścianą". Jej opis i intrygująca okładka zainteresowały mnie do tego stopnia że gdy spotkałam ja na bibliotecznej półce, błyszczącą, pachnącą nowością, chwyciłam ją w swoje ręce bez zastanowienia.
Była jednak ostatnią książką z pożyczonych wtedy przeze mnie po którą sięgnęłam... 




Czy spełniła moje oczekiwania??

Prawdą jest to, że początek opowieści ciągnie się dość leniwie. Pomału poznajemy bohaterów: Frances i jej matkę które przyjmują pod swój dach młode małżeństwo - Lilian i Leonarda Barberów oraz samych Barberów, których charaktery rysują się jakby leniwie przez cala książkę.
Frances wzbudziła moją sympatię. Wydała mi się osobą o silnym charakterze, zorganizowaną i na swój sposób kochającą swoją matkę dla której poświeciła wiele... Za wszelką cenę stara się sprostać wszystkim obowiązkom jakie wzięła na swoje barki. Nie do końca przekonana co do słuszności swojej decyzji odnośnie przyjęcia pod swój dach obcych ludzi, wkrótce przekonuje się że było to właściwe posuniecie i tchnęło do starego domu a zwłaszcza jej serca, powiew świeżości i miłości...

Drugą osobą o której chciałabym wspomnieć jest oczywiście Lilian. Nie ufałam tej dziewczynie, ale czy słusznie? Nie zdradzę. Z pozoru niewinna, kobieca, pełna uroku. Miałam wrażenie że coś ukrywa, że nie do końca jest szczera. 

Tak więc życie w domu na Champion Hill płynie dość spokojnie, Frances z matką przyzwyczajają się do nowej sytuacji a Barberowie biorą w posiadanie część domu i z czasem zacieśniają więzi z właścicielkami, zwłaszcza z Frances. W pewnym momencie jednak sytuacja ulega zmianie i akcja nabiera tempa. Jedno wydarzenie, katastrofalne w skutkach pociąga za sobą następne i okropna machina złych wyborów zostaje wprawiona w ruch...

 Przechodząc do sedna mojej opinii o książce. 

Co uważam za minusy:


  • Zbyt długa. Wydaje mi się że książka na niczym by nie straciła gdyby tak wyciąć z niej kilkanaście stron. W pewnym momencie lektura "Za ścianą" zaczęła mnie nużyc, chciałam żeby w końcu się coś działo (tu mówię o pierwszym etapie książki) a pod koniec zirytowało mnie jakby na siłę przeciąganie finału. 
  • Niesatysfakcjonujące mnie zakończenie. Wyobrażałam je sobie całkowicie inaczej. Miałam wręcz nadzieje na spektakularny koniec, no cóż, może zbytnio z nim kombinowałam albo wręcz przeciwnie a autorka chciała takiego przewidywalnego finału uniknąć? W momencie kiedy przewracałam ostatnią stronę byłam zdziwiona ze to już koniec, że nic potem już nie będzie. TO jest koniec. No cóż, pozostaje mi się z tym pogodzić.

Co uważam za plusy:

  • Bardzo ładny styl pisarki. Czytałam każde jej słowo z wielką przyjemnością.
  • Świetne sylwetki psychologiczne bohaterów. Zwłaszcza w drugiej części powieści, po tym strasznym wydarzeniu jakie następuje - opisanie sposobu w jaki zachowuje się przede wszystkim Frances - mistrzostwo! Czułam się jakby jej uczucia i emocje przechodziły na mnie.
  • Wyśmienicie oddany klimat międzywojennego Londynu.
  • Piękne wydanie, idealna czcionka i pachnące strony :) - Nie mogłam o tym nie wspomnieć! I mimo że jest dość nieporęczna, bo niezłe z niej tomisko to nie mogłam jej ze sobą nie zabierać do pracy, był to dość przyjemny ciężar - każdy molik mnie zrozumie :)
Podsumowując - "Za ścianą" Sarah Waters jest powieścią dobrą, czyta się wyśmienicie (ze względu na język) i z zainteresowaniem, zwłaszcza drugą połowę kiedy akcja nabiera nieoczekiwanego obrotu. Nie do końca jednak jest to książka która mnie zachwyciła. Oceniam ją jako dobrą - tylko tyle albo aż tyle. Szczerze jednak muszę przyznać że z chęcią zapoznam się z inną powieścią autorki a mianowicie "Złodziejką". 

Czy ktoś z Was czytał obie te powieści? I jeśli tak to która z nich podobała się Wam bardziej?


wtorek, 10 listopada 2015

"Znikasz" - Christian Jungersen

Okładka książki Znikasz

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 27 lipca 2015
ISBN: 9788324027231
Liczba stron: 464

Czy o tym, kim jesteśmy, decydują jedynie procesy neurobiologiczne, zachodzące w naszym mózgu?

Mia cieszyła się, kiedy jej mąż znów zaangażował się w ich związek, który jeszcze niedawno przechodził poważny kryzys. Jednak gdy Frederik podczas rodzinnych wakacji doznaje ataku nerwowego, okazuje się, że powodem zmian jego osobowości jest guz mózgu. Wkrótce wychodzi na jaw, że mężczyzna w tajemnicy przed rodziną dopuścił się milionowych oszustw.

Kobieta musi teraz chronić siebie i syna przed mężem, który zmienia się w nieobliczalną, obcą osobę. Obsesyjnie śledzi wyniki najnowszych badań neurologicznych, próbując zrozumieć, jak to możliwe, że mężczyzna, z którym tworzyła wieloletni związek, mógł stać się kimś zupełnie innym. Szuka odpowiedzi na pytanie, z kim tak naprawdę spędziła trzy ostatnie lata, najszczęśliwsze w ich małżeństwie.


źródło opisu: http://www.znak.com.pl/
źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

Jestem zachwycona! A przyznać się muszę że trochę wzbraniałam się przed tą książką - czemu? Sama do końca nie wiem. Czy to okładka, która wydawała mi się trochę dziwna i dopiero po przeczytaniu całej książki stwierdzam że świetnie do niej pasuje. Czy może te kilka opinii które przeczytałam na LC i były tak rożne - od zachęcania do jej przeczytania aż do stwierdzenia że książka jest ' o niczym'??
Otóż po ukończeniu lektury szczerze powiem że ja przychylam się do tych pierwszych, czyli jestem na TAK!

Historia zaczyna się brawurowo. Jesteśmy na wakacjach, słonce mocno grzeje, jedziemy miedzy skalami, po serpentynach, wszystko jest pięknie, ładnie aż do momentu kiedy mąż Mii zaczyna szaleć. Nie pomagają krzyki i prośby żony. Frederik zachowuje się jak kierowca rajdowy co nieuchronnie prowadzi do katastrofy, która pociągnie za sobą fatalne skutki. 
Od tego dnia życie tej rodziny zmienia się o 180 stopni.

Dwoje ludzi którym wydawało się że ich życie będzie płynąć spokojnie i bez większych rewelacji nagle stawia pod znakiem zapytania najbliższą przyszłość, uczucia, cale przyszłe życie, które jak się okazuje - może się rozsypać w każdej chwili...

Mia stawia dzielnie czoło chorobie męża u którego wykryto guza mózgu. Otacza opieka jego i syna Niklasa. Tak bardzo stara się zgłębić temat neurologi ze to wręcz zakrawa na obsesje. Momentami miałam nawet wrażenie jakby to ona się zmieniała pod wpływem choroby męża i w pewnym stopniu tak właśnie było. Mimo wszystko z całych sił chciała przetrwać, uratować swoja rodzinę...Pytanie tylko jak długo da rade być silna? Czy będzie umiała kochać kogoś kto zmienił się tak bardzo ze stal się wręcz obcym człowiekiem?



Na te i inne pytania próbuje znaleźć odpowiedź autor książki. Wnikliwie studiuje portrety psychologiczne bohaterów co pozwala czytelnikowi czuć się jakby uczestniczył w tych wszystkich wydarzeniach. Książka wciągała mnie tak bardzo że nie mogłam się oderwać od czytania a gdy już trzeba to było zrobić to myślami wciąż byłam przy niej.
W trakcie lektury w mojej głowie pojawiało się wiele przemyśleń na temat życia, osobowości, to jaka władzę ma nad nami nasz mozg. 
Bardzo interesująca książka którą szczerze polecam każdemu!

niedziela, 8 listopada 2015

Lektury na listopad


Dzien dobry Wszystkim :)

Tak jak obiecałam sobie i Wam, staram się nie zostawać w tyle, dlatego dziś zapraszam Was do przyjrzenia się moim planom czytelniczym na najbliższy czas, czyli Listopad :) Mimo ze miesiąc już się u nas ładnie zadomowił i raczy nas (przynajmniej tutaj u mnie w Londynie) szaro-buro-deszczową pogoda, ja nie daje się jesiennej chandrze i coraz to zatapiam w nowej lekturze :)

Moje wybory które zaraz Wam tutaj przedstawię zostały w większej mierze podyktowane tym, że to co pożyczyłam z biblioteki chciałabym przeczytać jako pierwsze. Wiąże się to tez z tym że tęsknię już za wizyta w raju jakim jest biblioteka, dlatego spieszy mi się żeby tam wrócić tak szybko jak to możliwe ;)

Nie przedłużajmy !


Zacznijmy od lewej.

1). "Zbrodnia w błękicie" - Katarzyna Kwiatkowska
Ogromnie jestem ciekawa tego kryminału jako że zbiera bardzo wysokie noty i dobre opinie. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio zostałam fanką kryminałów retro, niesamowicie mnie on intryguje!

2). "Powtórnie narodzony" - Margaret Mazzantini
Przez długi czas polowałam na ta książkę, nie do końca wiem czego się mam po niej spodziewać, opinie są skrajne, okaże się jak sama przeczytam :)

3). "Za ścianą" - Sarah Waters
Książka która zbiera dużo pochwal. Jestem jej bardzo ciekawa chociaż trochę mnie zniechęca watek homo (nie wiem czy czytanie o takiej miłości w książce przypadnie mi do gustu) ale oczywiście dam jej szanse!

4). "Magiczne lato" - Aleksandra Tyl
Czytałam "Aleje bzów" tej autorki i dość średnio mi się podobała. Mam nadzieję ze tym razem Aleksandra Tyl mnie bardziej zachwyci, bo okładka jest przepiękna!

5). "żółte ptaki" - Kevin Powers
Mam przeczucie ze ta pozycja będzie niesamowicie poruszająca. 

6). "Znikasz" - Christian Jungersen
Obecnie czytana i skoro już jestem po połowie to szczerze mogę powiedzieć ze mimo iż się jej trochę obawiałam to niepotrzebnie bo okropnie mnie wciągnęła! Recenzja już wkrótce :)

Następna w kolejce jest "Za ścianą" Sary Waters. 

A co Wy myślicie o moich planach czytelniczych ? Czytaliście którąś z tych pozycji? Jeśli tak to jaką i czy polecacie?

Pozdrawiam ciepło!

Moni

sobota, 7 listopada 2015

"Siostra" - Rosamund Lupton




Wydawnictwo: Swiat Ksiazki
Tłumaczenie: Wyszogrodzka-Gaik Agnieszka
Tytuł oryginału: Sister
Data wydania: 4 kwietnia 2012
ISBN: 9788377999912
Liczba stron: 320
Beatrice przylatuje do Londynu kiedy tylko dowiaduje się że jej siostra zaginęła. Nie spodziewa się że najgorszy z jej koszmarów wkrótce się ziści. Kiedy policja odnajduje ciało Tess I wydaje oświadczenie że było to samobójstwo, Bee nie potrafi się z tym pogodzić I postanawia drążyć tak długo dopóki nie dowie się prawdy.
"Siostra" została napisana przez brytyjska autorkę Rosamund Lupton. Nikogo wiec nie zdziwi, ze mieszkając w Londynie, spotykałam jej książkę praktycznie w każdym sklepie. Okropnie mnie ona intrygowała. Marzyłam, żeby moc ja przeczytać w swoim rodzimym języku. Czułam podskórnie że to musi być coś niesamowitego. Na dodatek dla takiego wzrokowca jak ja, kochającego zimę I śnieg, okładka wręcz mówiła do mnie - weź mnie! Powstrzymywałam się kilka lat ale kiedy tylko spotkałam ja w Polsce w bibliotece, nie było już ratunku.
Moje parcie na przeczytanie tej książki trochę już zblakło przez te 3 lata od jej wydania. Niemniej jednak zaczęłam ją czytać z dużym zainteresowaniem. Początek był dla mnie trochę dziwny, musiałam się skupić żeby dotarło do mnie wszystko tak jak należy. Spodziewałam się że historia wciągnie mnie od pierwszych stron ale tak nie było... Dopiero po jakimś czasie z wielkim zainteresowaniem zaczęłam śledzić poszukiwania Beatrice. Podziwiałam jej upór w szukaniu prawdy, to jak jej osobowość ulegała zmianie. Jak szybko dojrzewała I odkrywała swoje prawdziwe ja. Co ją pchało do tego żeby z takim zacięciem, wyrzekłszy się swojego pookładanego życia szukać prawdy? Czy poczucie winy? A może bezgraniczna miłość do siostry przy której nie mogła być gdy ta jej najbardziej potrzebowała?
Z kart powieści wyziera smutek i ból. W każdym słowie jest poczucie straty którego nie da się wymazać. Beatrice próbuje w całym tym zamieszaniu, w tej nierealności odnaleźć nie tylko morderce swojej siostry ale również drogę do samej siebie którą gdzieś po drodze zagubiła...




Nie potrafię ocenić tej książki. Czuję że jest to coś bardzo dobrze napisanego, przemyślanego. Nie ma tu miejsca na jakieś niedoskonałości a jednak czegoś mi w niej brakowało. Może to ten smutek zmuszał mnie żebym ciągle ją odkładała żeby od niego odpocząć a później znów brała do reki by na nowo zatopić się w tej szarości londyńskich ulic po których spaceruje Bee?
Zakończenie mocno namieszało mi w głowie co uznaję za plus. Pisarka zwodzi czytelnika, któremu wydaje się że już wie kto stoi za tym wszystkim by na końcu zupełnie nas zaskoczyć.
Przekonajcie się sami.



piątek, 6 listopada 2015

Podsumowanie października


Dni mijają w takim tempie że to zakrawa na jakieś szaleństwo. Mamy już listopad, jesień nastała pełną gębą a ja jakby budzę się z tego wczesno jesiennego snu który ogarnął mnie w październiku. Przez długie dni zastanawiałam się nad sensem prowadzenia dalej tego bloga. Nachodziły mnie myśli żeby go po prostu usunąć...

Najbardziej powstrzymywało mnie jednak to, że bardzo lubię zaglądać do Was, czytać Wasze posty, oglądać zdjęcia. Zachwycam się wyglądem Waszych blogów, zdjęciami które robicie I tekstami które piszecie. Z drugiej strony jednak trochę mnie dołuje myśl że ja tak nie umiem, nie znam się na tym całym bloggerze tak, żeby zrobić z niego coś fajnego wizualnie a I rozpisywać się nad książkami też za bardzo nie umiem. Ot, napisze swoje zdanie I to wszystko. Chciałabym nad sobą popracować, żeby ten mój blog jakoś wyglądał I coś sobą przedstawiał. Dlatego też postanowiłam dać sobie I jemu jeszcze jedną szansę
Spiąć się I spróbować zrobić coś fajniejszego, rozwinąć się. Mam nadzieję że nie porywam się z motyką na slonce jak to się często zdarza jesli o mnie chodzi I że dotrzymam danego sobie słowa.

Tymczasem, żeby Was nie zanudzać, przedstawiam Wam książki które udalo mi się przeczytać w październiku! Moja nieobecność tutaj przejawia się w ilości przeczytanych książek, co akurat jest wielkim plusem :)

1). "Moja siostra mieszka na kominku" - Annabel Pitcher
2). "Anioł w kapeluszu" - Monika Szwaja
3). "Zagubiona przeszłość" - Jodi Picoult
4). "Gosposia prawie do wszystkiego" - Monika Szwaja
5). "Chce się żyć" - Maciej Pieprzyca
6). "Niebieski autobus" - Barbara Kosmowska
7). "Szosty" - Agnieszka Lingas Loniewska
8). "Szepty gwiazd" - Anna Lajkowska
9). "Dziewczynka z balonikami" - Agnieszka Turzyniecka
10). "Moja mama pije" - Veronique Wolf
11). "Kiedy odszedłes" - Maggie O'Farrell
12). "Gdzie jesteś, Bernadette?" - Maria Sample
13). "śnieg przykryje śnieg" - Levi Henriksen
14). "Dziś jak kiedyś" - Izabella Frączyk
15). "Nie zabijaj mnie kochanie" - Danka Braun




Jak widzicie udało mi się pobić swój własny rekord I przeczytałam aż 15 książek! "Nie zabijaj mnie kochanie" skończyłam juz 1 listopada ale stwierdziłam że do któregoś miesiąca muszę ją dodać więc niech będzie październik :) Poza tym uczciwie powiem, że "Moja mama pije" to bardziej opowiadanie niż książka bo ma tylko 57 stron. Ale mimo wszystko jest to jak dla mnie imponujacy wynik :)

Suma przeczytanych stron to 4814 :)

Wielkim rozczarowaniem była dla mnie książka "Gdzie jesteś, Bernadette?", po której spodziewałam się dużo więcej a męczyłam się przy jej czytaniu I cieszyłam się kiedy przewróciłam w koncu ostatnią stronę.
Jak pewnie zauważyliście, październikiem u mnie rządzili polscy autorzy. Na nowo odkryłam świetne pióro Moniki Szwaji I mam zamiar sięgnąć po każdą jej książkę w przyszłości. Bardzo podobał mi sie "Niebieski autobus" oraz "Szepty gwiazd" czy "Moja siostra mieszka na kominku". Ogólnie październik wypada bardzo dobrze mimo że nie wszystkie książki spelniły moje oczekiwania.

Niestety, żadna z tych książek nie doczekała się mojej recenzji tutaj na blogu. Obiecuję się poprawić I od następnej książki umieszczać tu moje subiektywne opinie przynajmniej o co drugiej przeczytanej pozycji.

A Wy, czytaliście coś z mojego stosiku? Który to Wasz typ?:)