czwartek, 25 sierpnia 2016

Bliźnięta z lodu - S.K. Tremayne



Opis z lubimyczytac.pl:

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia.


Ta książka jest tak pełna bólu i jednocześnie miłości do dziecka, żałoby i determinacji, by jakoś przetrwać, nie dać się pochłonąć czanej dziurze swoich uczuć, że czytając ją musiałam sobie robić przerwy by i mnie ona nie wciągnęła.

Ten ciągły niepokój, wrażenie że coś się czai zaraz obok, że wystarczy się odwrócić plecami a coś obrzydliwego wskoczy Ci na kark i powali... Chciałam się dowiedzieć co to będzie, jak się skończy ta szara, przytłaczająca, zamglona i ponura książka a jdnocześnie bałam się tego. To chyba znak, że psychologiczny thriller naprawdę jest psychologiczny. Siada na psychikę, odziałuje na uczucia, jest szaleńczo intrygujący i przytłaczający jednocześnie. Już zapomniałam jak bardzo lubie takie książki. Jak zatracam się w nich tak bardzo że czuję się zdezorientowana swoim własnym życiem, kiedy się od nich odrywam.

"Bliźnięta z lodu" to świetnie napisany thriller psychologiczny. Wszystko mi się w nim podobało - od okładki po pomysł a kończąc na bohaterach i treści. Zdecydowanie muszę też wspomnieć o zakończeniu. Nie mogłam się oderwać, czytałam ze strachem w sercu, które zamierało i przyspieszało na zmianę a ciało przeszywały mi dreszcze. Czułam się jakbym była tam, na tej wyspie razem z nimi, a wkoło czaiło się coś, jakiś niepokój i groza. Niebezpieczeństwo.

Lydia 

Kirstie

- Usiądź między mną, mamusiu. Poczytaj mi.

Polecam z czystym sumieniem

Moja ocena 10/10


środa, 24 sierpnia 2016

Zatoka Latarni - Kimberley Freeman



Opis z lubimyczytac.pl:

Jest rok 1901. Isabella Winterbourne ucieka od niekochanego męża i jako jedyna wychodzi cało z katastrofy statku u wybrzeża Queensland. Sto dziesięć lat później Libby Slater ze złamanym sercem opuszcza Paryż i wraca do Australii, by prosić o wybaczenie siostrę, która jednak nie umie jej zaufać. Obie kobiety – Isabella i Libby – będą musiały zostawić za sobą dramatyczną przeszłość i nauczyć się żyć na nowo. Ale nadmorskie miasteczko Zatoka Latarni kryje wiele niepokojących tajemnic…

Byłam zachwycona kiedy w zapowiedziach zobaczyłam, że nowa książka Kimberley Freeman została wydana w Polsce. Natychmiast naszły mnie wspomnienia tego jak z wypiekami na twarzy, głodna każdego słowa czytałam jej piękną książkę - "Wzgórze Dzikich Kwiatów" - którą z rozrzewnieniem wspominam do dziś.

Nadszedł ten piękny dzień, kiedy dane mi było przeczytać "Zatokę Latarni" a mimo to trochę się przed tym wzbraniałam bo obawiałam się, że nie dorówna ona swojej poprzedniczce a ja się rozczaruję... Wreszcie jednak poczułam, że muszę ją przeczytać. 

Historia zaczyna się pogrzebem. Czasy wpółczesne, umiera potomek rodziny jubilerów od których cała ta historia bierze początek. Później cofamy się do 1901 roku i zagłebiamy się w opowieść o Isabelli która wraz z niekochanym mężem i sercem przepełnionym żałobą płynie ku swemu przeznaczeniu nawet o tym nie wiedząc.


Książka mnie zupełnie i bezapelacyjnie porwała. Im głębiej zanurzałam się w odmętach jej stronic tym bardziej nie chciałam się z niej wynurzać. Jak zwykle w moim przypadku bardziej podobały mi się wydarzenia z przeszłości. Niesłychanie polubiłam Isabelle i kibicowałam jej z całego serca. Nie mogłam się oderwać od czytania, mimo że oczy mnie już bolały a inne obowiązki czekały. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało, ale nie mogę zdradzić dlaczego. Powiem tylko, że pewna męska postać bardzo mi się spodobała i czułam się bardzo rozmarzona czytając o miłosnym wątku z 1901 roku :)

Zarówno "Wzgórze Dzikich Kwiatów" jak i "Zatoka Latarni" są pięknie wydane co dodatkowo sprawia, że czyta się je z ogromną przyjemnością !

Moja ocena 10/10

Gorąco polecam.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

"Echa pamięci" - Katherine Webb


Opis z lubimyczytac.pl:

Nowa, porywająca powieść świetnie przyjętej w Polsce Katherine Webb, autorki bestsellera "Dziedzictwo". Anglia, rok 1937. Czternastoletnia Mitzy Hatcher wychowuje się samotnie w Blacknowle, wsi na wybrzeżu Dorset. Dla nieokrzesanej, odrzuconej przez lokalną społeczność dziewczyny przyjazd słynnego artysty Charlesa Aubreya, jego egzotycznej kochanki i ich córek na letnie wakacje jest niczym powiew świeżego powietrza. Jako muza Charlesa, Mitzy wchodzi w głęboką, trwałą relację z rodziną Aubreyów na trzy kolejne lata. Mitzy stopniowo zaczyna widzieć przed sobą przyszłość, o jakiej nawet nie marzyła. Rodzi się w niej potężna miłość, która ewoluuje razem z nią – niewinne uczucie przeradza się w obsesję, dziecinne zauroczenie ustępuje znacznie bardziej skomplikowanym emocjom. Upłynie blisko siedemdziesiąt pięć lat, zanim konsekwencje tej wielkiej namiętności ujawnią się w pełni dzięki młodemu właścicielowi galerii sztuki, zapatrzonemu w pośpiesznie naszkicowany portret i zdumionemu jego intensywnością. Próby rozwikłania tajemnicy obrazu zawiodą go do Blacknowle, gdzie odkryje prawdę o tamtych gorączkowych, letnich miesiącach sprzed kilkudziesięciu lat.

Wychodziłam już z biblioteki. Mój wzrok przebiegł po mijanych przeze mnie półkach i wtedy ją zobaczyłam. „Echa pamięci”. W te pędy wróciłam do pani bibliotekarki. Wyszłam szczęśliwa ściskając książkę w ręku :)


Leżała ponad miesiąc na półce – po rewelacyjnym „Dziedzictwie” miałam wobec niej wielkie nadzieje a jednocześcnie bałam się, że nie sprosta moim oczekiwaniom.

Zaczęłam czytać i bardzo szybko przepadłam. Jest idealna. Autorka kolejny raz porwała mnie w świat przez siebie wykreowany, od którego trudno było mi się oderwać a koniec przyprawił mnie o dreszcze.

Czytając czułam się jak mieszkanka Blacknowle, obiektywna obserwatorka tego co działo się zarówno w jego współczesnych latach jak i tych odległych, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Nieprzyjazne, ponure a jednocześnie inspirujące miejsce dla Charlesa Aubreya, nudne dla Celeste i pełne ciekawych zakamarków dla Elodie i Delphine, staje sie świadkiem czegoś ponurego, nieprzyjaznego...

Wydarzenia sprzed lat wciągnęły mnie bardziej niż te, podczas których Zach próbuje dotrzeć do informacji o życiu Charlesa w Blacknowle. Zaznaczam jednak, że cała książka jest świetna i nie nudziłam się podczas czytania jej ani przez sekundkę.

 „Echa pamięci” to książka jakie uwielbiam. Kryje w sobie tajemnice sprzed lat, miłość która zaślepia i pcha do nieludzkich czynów oraz całą gamę charakterów i uczuć.

Moja ocena 10/10


Gorąco polecam wszystkim!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Life Adventure czyli Nepal i Annapurna Base Camp


Dziś wreszcie przychodzę do Was z moimi wspomnieniami z naszej wyprawy do Nepalu która miała miejsce w dniach 31.03-14.04.2016

Jeszcze rok temu, kiedy świat obiegła wiadomość, że w Kathmandu miało miejsce silne trzęsienie ziemi a my (z wtedy jeszcze Narzeczonym) oglądaliśmy doniesienia o tej tragedii w wiadomościach, nie przyszłoby mi do głowy że właśnie rok później my się tam znajdziemy...I chociaż mąż już wcześniej opowiadał mi o Nepalu i pokazywał artykuł w Traveller mówiąc, że bardzo by chciał tam poleciec, jakoś w to nie wierzyłam.
A jednak. Życie pisze nam różne scenariusze. Muszę też dodać, że mój mąż jest człowiekiem czynu i nie rzuca słów na wiatr. Jak coś sobie postanowi tak zrobi. Takim sposobem 1 kwietnia po długim locie samolotem znaleźliśmy sie w Kathmandu i to nie był Prima Aprilis :))

Na wstępie muszę napisać, że była to wycieczka trekkingowa. Dla tych co się nie orientują w temacie powiem krótko że to mniej więcej chodzenie po górach :) Naszym celem był Annapurna Base Camp usytuowane 4130m.np.m. Dotarcie tam zajęło nam 7 dni. Każdego dnia spaliśmy w innym miejscu gdyż przemieszczaliśmy się wychodząc coraz wyżej. Wstawaliśmy o poranku czasami nawet jeszcze przed wschodem słońca i po śniadaniu które zamawialiśmy już poprzedniego wieczoru wyruszaliśmy przed siebie a naszym oczom ukazywały się piękne widoki. Pisząc to teraz ogarnia mnie nostalgia. To przeżycie było tak inne od naszej codziennosci, szarego, zabieganego zaludnionego Londynu że aż nie chce się wierzyć że jeszcze kilka miesięcy tam byliśmy i delektowaliśmy się ciszą i majestatem gór...

Dzielę się z Wami skrawkami moich wspomnień ale muszę nadmienić, że zdjęcia nie oddają uroku tych wszystkich miejsc...

































Po raz kolejny przeglądając te zdjęcia z rozrzewnieniem myślę o tych dwóch tygodniach podczas których nasze dni wyznaczały pokonane kilometry, słodki ból mięśni po aktywnym dniu, wschody i zachody słońca, które zapierały dech w piersiach, majestatyczne góry które nas hipnotyzowały i najważniejsze  - pokonywanie własnych słabości.

Obiecujemy sobie kiedyś tam wrócić. I tym razem zdobyć Mount Everest :)


wtorek, 16 sierpnia 2016

To, co zostało - Jodi Picoult



Opis z Lubimy Czytac:

Czy można wybaczyć niewybaczalne? Najbardziej poruszająca powieść Jodi Picoult!

Ludzie doznają różnych strat, wielkich i małych. Można stracić kolejkę, cnotę, pracę. Głowę, serce albo rozum. Można stracić dom na rzecz banku, patrzeć, jak dziecko wyjeżdża na stałe na drugi kontynent, a mąż popada w demencję. Strata to nie tylko śmierć, a żal ma wiele postaci.

Osamotniona Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaprzyjaźnia się ze starszym panem, ulubieńcem lokalnej społeczności, emerytowanym nauczycielem. Pewnego dnia Josef prosi ją o nietypową przysługę: chciałby, aby pomogła mu umrzeć. Wyznaje, że nie jest tym, za kogo przez wiele lat się podawał. Mężczyzna skrywa straszną tajemnicę z przeszłości, sięgającą czasów II wojny światowej i masowych mordów na ludności żydowskiej. Czy Sage zgodzi się mu pomóc? Czym będzie wówczas jej czyn: aktem miłosierdzia wobec drugiego człowieka czy wymierzeniem sprawiedliwości bezwzględnemu naziście? Czy ma do tego prawo?

źródło okładki: www.proszynski.pl

Jodi Picoult jest moją ulubioną autorką już od bardzo dawna. Nie zapomnę kiedy z wypiekami na twarzy czytałam "Bez mojej zgody" jeszcze w  gimnazjum. Wtedy zdobyła moje serce i już wiedziałam, że po każdą jej książkę mogę sięgać w ciemno. Moje szczęście (i wielu innych jej fanów), że Jodi jest płodną pisarką, która ma na końcie wiele powieści i wciąż pisze nowe. Ja dawkuję sobie jej książki co jakiś czas, by ciągle była przede mną wizja kolejnej. Tym razem nie mogłam się zbyt długo powstrzymać i niewiele czasu minęło odkąd przeczytałam "Dziewiętnaście minut" i sięgnęłam po "To co zostało".

Trudno mi znaleźć odpowiednie słowa. Mam wrażenie, że Jodi wspieła się na wyżyny swojego kunsztu pisarskiego mimo, że myślałam iż już jest w tym doskonała. Muszę jednak napisać, że podczas czytania tej książki przychodziła mi do głowy myśl, że pisarka dojrzała, coś w jej stylu się zmieniło, a może nabrała pokory? Bo i temat o którym pisała jest pełen bólu. 

Nie spodziewałam się tego co dostałam. A dostałam bardzo wiele.Historia Sage mnie poruszyła. Ale historia jej babci Minki rozerwała moje serce na kawałki. I może to zabrzmiało banalnie ale taka jest prawda. Nie mogę się po tej książce pozbierać. Mam wrażenie że teraz nic nie jest warte przeczytania po tym co zostało w mojej głowie kiedy przewróciłam ostatnią kartkę. Autorka napisała coś pięknego i niezwykle potrzebnego. 
"To, co zostało" powinno być lekturą obowiązkową. To pozycja, którą bezapelacyjnie trzeba przeczytać.

PAMIĘTAJMY. Proszę, musimy pamiętać.

Moja ocena 10!/10


środa, 10 sierpnia 2016

My - David Nicholls


Opis z lubimyczytac.pl:

Czy jedne wakacje - choćby były podróżą życia - mogą naprawić to, co się psuło przez długie lata?
Miliony czytelników pokochały Davida Nichollsa za charakterystyczny angielski humor i wdzięk powieści "Jeden dzień". Teraz mogą się cieszyć długo oczekiwaną tragikomiczną powieścią "My". 
Książka nominowana do Nagrody Bookera 2014.
Douglas Petersen dostrzega, że jego żona poszukuje nowej drogi życia, a wydawało mu się, że będą szukali tej drogi we dwoje. Tym bardziej, że ich syn wkrótce opuści rodzinny dom i wyjedzie na studia. Kiedy więc Connie oświadcza, że i ona wkrótce się wyprowadzi, Douglas postanawia zamienić ostatnie rodzinne wakacje w podróż życia. Ma nadzieję, że czas spędzony razem pozwoli jemu i Connie znów się zbliżyć; sprawi, że żona pokocha go na nowo, a syn odzyska do niego szacunek. Bukuje więc hotele, kupuje bilety i wszystko starannie planuje. Czy coś może pójść nie tak? Okazuje się, że bardzo wiele...



Zaczęłam czytać pełna zapału. Po "Jednym dniu" który bardzo mi się podobał chciałam jeszcze raz doświadczyć tej przyjemności z czytania więc twierdziłam, że ten sam autor będzie się do tego świetnie nadawał.

Pierwsze 70 stron śmignęło mi szybko. Podoba mi się humor autora, styl w jakim pisze. Nie wiedziałam jednak że kiedy tylko Douglas i Connie wraz z nastoletnim synem wyruszą w podróż życia, tak dużo będzie w niej sztuki. Nie jestem koneserką sztuki, nie znam się na niej, nie obcuje z nią często mimo że sama mieszkam w Londynie, byłam w National Gallery a pomieszczenie obok biura gdzie pracuje jest wynajmowane przez OnGallery która wystawia tam różne obrazy a ludzie wchodzą i oglądają sztuke nierzadko ją kupując, to mnie to niewiele interesuje. Czasem jakiś obraz przykuje moją uwagę, ale nie znam się na tej dziedzinie. Dlatego te wszystkie opisy obrazów i włóczenie się Douglasa i Connie z Albiem po galeriach było dla mnie ogromnie męczące i nudne. Samo to sprawiło, że ciężko mi się czytało a nabierałam rozpędu i odczuwałam przyjemność czytania gdy Douglas wspominał czasy "przed" - czyli zanim Connie wstrząsnęła jego światem oświadczając, że odchodzi. 

Pomysł na książke bardzo ciekawy. Oceniłabym jednak lepiej bez tych wędrówek po galeriach. Chętnie jednak odwiedziłabym te wszystkie romantyczne uliczki które odwiedzili, spróbowała jedzenia które oni próbowali i wypiła te pyszne trunki którymi sie raczyli :) 

Co do bohaterów - nie bardzo polubiłam Connie. Douglasowi też nie brakowało wad, ale jego postać jakoś bardziej przypadła mi do gustu. "My" to dla mnie taka ciepło-zimna opowieść. Raz lepiej raz gorzej.

A Wy czytaliście? Jak Wam się podobała?

Moja ocena 5/10

wtorek, 9 sierpnia 2016

Przeznaczenie - Marc Levy


Londyn, rok 1950. Alice ma wyjątkowy dar – rozróżnia i trwale zapamiętuje każdy zapach. Komponowanie perfum, które następnie sprzedaje londyńskim perfumeriom, to jej pasja, a zarazem podstawowe źródło dochodu. Pracuje w samotności, a co weekend spotyka się w swoim mieszkaniu z czwórką oddanych przyjaciół. Te dość hałaśliwe imprezy, których uczestnicy raczą się alkoholem, wyśpiewując na głos wszystkie znane im piosenki, stanowią prawdziwe utrapienie dla ekscentrycznego sąsiada Alice – malarza noszącego nazwisko Daldry. Dzień przed wigilią Bożego Narodzenia, za namową przyjaciół, Alice jedzie z nimi na wycieczkę do Brighton, gdzie na molo rozłożyło się wesołe miasteczko. Spotkanie z wróżką na zawsze odmieni monotonne życie dziewczyny. Starsza kobieta o zniewalającym uśmiechu oznajmia Alice, że mężczyzna, którego szuka od zawsze, nie wiedząc nawet, czy istnieje – ten, który kiedyś będzie znaczył dla niej najwięcej – właśnie przeszedł za jej plecami. Aby go poznać, młoda kobieta będzie musiała spotkać sześć osób oraz odbyć daleką podróż. Odkryje wówczas, że wszystko, w co wierzyła, w rzeczywistości nie istnieje. Przepowiednia wróżki nie daje Alice spokoju. Nie może pracować, a w nocy dręczą ją koszmarne sny. W końcu przyjmuje nieoczekiwaną propozycję swego sąsiada, pana Daldry'ego, z którym w międzyczasie zdążyła się zaprzyjaźnić. Wspólnie udają się na wyprawę do Turcji, by wyjaśnić zagadkę niezwykłej przepowiedni. Według wróżki, to właśnie Stambuł kryje rozwiązanie dramatycznych tajemnic związanych z dzieciństwem Alice, a także jej przyszłością...

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com

Przyznam, że tym razem zadecydowała okładka. Nie miał tu nic do rzeczy znany autor, już przeze mnie wcześniej czytany czy napis na książce - BESTSELLER 1 WE FRANCJI. Nie czytałam nawet opisu książki. Uwiodła mnie tylko i wyłącznie okładka. A później zaczęłam czytać.


Książka zauroczyła mnie już od pierwszych stron. Alice, główna bohaterka od razu zyskała moją sympatię. Grupka jej przyjaciół wydała mi się bardzo sympatyczna a nawet jej gburowaty sąsiad Daldry okazał się nie być taką zakałą i momentami bardzo mnie bawił. Moim ulubieńcem jednak stał się Can, przewodnik dwójki przyjaciół po Stambule. Jego język angielski był doprawdy uroczy a rozmowy które prowadził z Daldrym bawiły mnie setnie. Zwłaszcza jedno zdanie które wypowiedział sprawiło, że śmiałam się jak nakręcona:

"- To jest całkowicie zrobliwe! - wykrzyknął Can" i myślę, że to wystarczy za komentarz osobowości tego mężczyzny :P

Cała opowieść ma w sobie wiele romantyzmu. Najpierw przepowiednia wróżki, później podróż do Stambułu gdzie młoda kobieta szuka swojego przeznaczenia nie zdając sobie sprawę z tego że właściwie najwięcej ma tu do powiedzenia przeszłość...


"Przeznaczenie" okazało się być niesłychanie zajmującą lekturą, napisaną z niezwykłą lekkością. Strony uciekały spod palców nie ostrzegając przed zbyt szybkim końcem tej przygody. Bardzo przyjemna książka, pozostaje mi ją polecić :)

Moja ocena 7/10